
i jeszcze raz:

ich przygotowanie zajęło mi pół wczorajszego dnia. najpierw kandyzowanie, suszenie w piekarniku, ostudzanie aż w końcu maczanie w gorzkiej czekoladzie! nabiegałam się z nimi, ale było warto bo smakują o niebo lepiej niż wyglądają.
pojutrze te pyszności polecą aż do Szkocji,
a dziś cieszą się ze zmiany właściciela(: